czwartek, 30 sierpnia 2012
Trzy.
Julia plątała się po całym mieszkaniu bez celu, czekając na Jonathana. Z jednej strony bała się tego wyjścia, a z drugiej cieszyła się tak bardzo, że co chwilę spoglądała przez okno, nie mogąc się doczekać, gdy przyjdzie Jon.
Z ubraniem nie zaszalała zbytnio. Zdawała sobie sprawę, że to zwykłe wyjście ze znajmomym, a nie randka, więc postawiła na dżinsy i t-shirt. Do tego założyła zwykłe tenisówki. Mimo zwykłych ubrań i tak wyglądała bardzo atrakcyjnie, za co odpowiadała jej zgrabna figura i długie nogi.
Julia zrobiła jeszcze kilka okrążeń dookoła pokoju, a gdy po raz kolejny stanęła przy oknie, zobaczyła znajomą postać. Mężczyzna. Miał na sobie ciemną bluzę, a na głowę narzucony kaptur, spod którego było widać opadające na ramiona dredy. Szedł pewnym krokiem, spoglądając na karteczkę. W pewnym momencie podniósł głowę do góry, jakby szukał okna Julii. Widząc to, dziewczyna szybko schowała się. Do okna za to doskoczył Olly, szczekając i radośnie machając ogonem. Gdy kolejny raz, ostrożnie podniosła się, aby zajrzeć przez okno, Jonathana nie było już widać. W tym samym momencie Julia usłyszała dzwonek do drzwi. Zadrżała. Oczywiście pierwszy znalazł się tam Olly, a dopiero potem dziewczyna odważyła sie podejść i otworzyć.
- Cześć. - uśmiechnął się uroczo Jonathan i wyciągnął zza swoich pleców różę, wręczając ją zakłopotanej Julii.
- Cz-cześc.. Dziękuję.. - przyjęła prezent i odwzajemniła uśmiech. Uradowany i zapatrzony w dziewczynę Jon, kątem oka zobaczył, że obserwuje go husky, siedzący między drzwiami, a Julią.
- Twój? - zapytał i przykucnął, aby pogłaskać zwierzę.
- Tak. Wabi sie Olly.
- Bardzo ładnie. Witaj, Olly. - głaskał go, po czym pies podał mu łapę. Jonathan zaśmiał się i spojrzał na równie szczęśliwą Julię. Podniósł się powoli i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Może wejdziesz na chwilkę? - zmieniła temat zakłopotana Polka widząc, że sprawa ponownie ma zamiar wymknąć się spod kontroli i zajść za daleko, jak na poziom ich znajomości. Jonathan wyraźnie był zauroczony Julią, a ona nie chciała, aby to wszystko toczyło się tak szybko.
- Jeśli mogę. - powiedział, stale uśmiechając sie do Julii. Ona tak lubiła patrzeć, jak on się uśmiecha, ale czuła, że w tym uśmiechu jest coś nie tak. Czuła, że on próbuje sprawić, aby ona się zakochała, aby była jego.
- Napijesz się czegoś? - Julia nie zapomniała o tradycyjnych formach przyjmowania gości.
- Nie, dziękuję. - odpowiedział, siedząc już na kanapie i drapiąc Olly'ego po brzuchu. Julia poszła do kuchni. Wyjęła z szafki szklankę i nalała sobie wody. Wzięła porządny łyk, i spojrzała w stronę pokoju gościnnego. Patrzała chwilę na wiecznie uśmiechniętego Jonathana i zastanawiała się, czy mu naprawdę nie jest obojętna? Nawet jeśli, to dziewczyna i tak nie ma nic przeciwko, byle tylko nie toczyło się to w takim tempie. W przeciwnym wypadku wszystko może pójść nie tak pięknie, jak to sobie wyobrażała. Jak oboje to sobie wyobrażali. Myśląc o tym, wzięła ostatni łyk i włożyła szklankę do zlewu.
- Idziemy? - zapytała szybko Julia wychodząc z kuchni. Nawet nie zerknęła na siedzącego na kanapie mężczyznę, tylko od razu podeszła do drzwi w celu założenia butów.
- Pewnie, już idziemy. - odpowiedział i natychmiast podążyl za nią. W momencie znaleźli się na dworze.
Spacerowali bardzo długo, bo jakieś 2 godziny. Rozmawiali o... W sumie o niczym ważnym. Julia opowiedziała mu o Olly'm, o poszukiwaniu pracy, o liście od wuja Henryka.. A Jonathan mówił głównie o sytuacjach związanych z zespołem. Wspomniał tylko w kilku zdaniach o swoim dzieciństwie, ale widać było, że nie chce o tym rozmawiać.
Dotarli do niewielkiego budynku. Jon troszkę wyprzedził dziewczynę, aby otworzyć jej bramkę prowadzącą do tego właśnie domu.
- Mieszkasz tu? - zapytała wyraźnie zaciekawiona. W końcu wchodziła do domu wysoko ponadprzeciętnej osoby, a to jest przeżycie tylko do pozazdroszczenia.
- Tak. Jesteś zmęczona? Bo jak nie, to możemy jeszcze trochę pochodzić. Jeśli chcesz oczywiście.
- Nie, nie.. Już się trochę zmęczyłam, lepiej będzie, jeśli usiądziemy. - odpowiedziała, świadoma wszelkich konsekwencji wchodzenia do środka. Ani na chwilę nie przestawała uważać na to, co się dzieje. Przeszła przez nieco zagracony korytarz, prowadzący do całkiem przytulnego, ale sporych rozmiarów salonu. Stała w nim jasna rogówka i nieco ciemniejszy, drewiany stolik, na którym leżało pełno kaset wiedo i dwa piloty.
- Przepraszam za bałagan. - powiedział cicho Jon.
- Nie ma sprawy. Sam widziałeś, że wcale nie mam lepiej. - zaśmiała się dziewczyna, siadając na rogówce i biorąc do ręki jedną z kaset. Trochę podenerwowany, ale starający się to ukryć mężczyzna, usiadł obok Julii i spojrzał na kasetę.
- Dracula. Ta z dziewiędzięsiątego drugiego. - poinformował.
- Już od dłuższego czasu chciałam zobaczyć ten film, ale nie miałam okazji. - spojrzała się na Jonathana.
- Możemy zobaczyć. Chcesz? - zaproponował otwarcie.
- Pewnie, jeśli możemy. - odpowiedziała dwudziesto-dwulatka, wyraźnie się odstresowując. Zaczęła zdawać sobie sprawę, że jego towarzystwo ją pociesza. Przestaje myśleć o wszystkim i skupia się na nim. Zauważyła też, że Jon coraz mniej daje po sobie poznać, że czuje coś do Julii. Chyba zrozumiał, że kiedy tak robił, dziewczyna starała się tego uniknąć i czuła się dziwnie, dlatego sobie odpuścił.
Była godzina 17.20. Oboje siedzieli przed telewizorem i czekali na rozpoczęcie filmu, oglądając początkowe napisy. Było już nieco ciemno, ponieważ trwał nieco chłodny luty, kiedy to słońce zachodzi przed 17.00.
Film opowiadał o księciu Vladzie, który wyrusza na bitwę w obronie Kościoła chrześcijańskiego. Przed zwycięzkim powrotem, jego żona Elizabetta, która została na ten czas w zamku, dostała fałszywą wiadomość o śmierci ukochanego. Dając temu wiarę, popełniła samobójstwo. Książe rozwścieczył się na Boga, tak więc wbił miecz w krzyż i wypił lejącą się z niego krew, zamieniając się tym samym w dziecko nocy. Cztery stólecia później, przechadzając się po ulicach Londynu w młodym wcieleniu, ujrzał kobietę, która była lustrzanym odbiciem jego ukochanej. Vlad od razu się w niej zakochał. Poznał ją, ale ona miała już narzeczonego. W ten sam jednak dzień, wyznał jej miłość. Mina, bo tak miała ona na imię, bała się go, lecz szybko stało się tak, że odwzajemniła jego uczucie. Mimo tego, wyszła za swego narzeczonego, nadal kochając księcia. Pewnego dnia, kiedy mąż jej wraz z kilkoma innymi mężczyznami próbowali pozbyć się niebezpiecznego Vlada Draculi, on pojawił się w jej pokoju. Mina wyznała mu, że chce spędzić z nim całą wieczność, być taka jak on, kochać to co on. Błagała go, żeby zamienił ją w krwiopijne stworzenie, takie jak on. Tak więc wbił jej swe kły w szyję, a następnie skaleczył się w pierś, aby ta wypiła jego krew. Przeszkodzono im jednak i mężczyźni wraz z mężem Miny zaczęli opryskiwać Draculę wodą święconą i strzelać do niego.
Na koniec filmu Dracula zostaje pokonany. Kij wbity w serce zadecydował o jego losie. Mina, klęcząc przy nim, pocałowała go ostatni raz i wiedząc, jak postępuje się z umierającymi wampirami, chwyciła za kij, wbiła go mocniej w ciało ukochanego, i odcięła mu mieczem głowę, robiąc to z ogromnym bólem.
Na ekranie pojawiły się napisy końcowe. Jonathan spojrzał na Julię. Spała. Wziął leżący obok niego koc i okrył nim dziewczynę, po czym nachylił się nad nią i pocałował czule w czoło. Wstając z rogówki, wyłączył telewizor i skierował się w stronę ściany, aby wylączyć światło. Chwycił za poduszkę i położył się na drugiej stronie, pogrążając się w śnie.
***
NAZAJUTRZ
Julia powoli otwarła oczy. Niewyraźne zarysy pokoju przypomniały jej, że nie jest u siebie. Jeszcze na chwilę zamknęła oczy, obracając głowę do poduszki. Zaraz potem podparła ręką głowę i spojrzała na siedzącego na fotelu, przyglądającego się jej Jona.
- Witam panią. Jak się spało? - zapytał, jak zawsze uśmiechnięty.
- Fajnie. - odpowiedziała zmęczonym głosem, odwzajemniając gest. - Która godzina? - zadała pytanie rozglądając się po pokoju w celu znalezienia zegarka.
- Wpół do dziesiątej.
- Co?! - zdziwiła się Julia, podnosząc się i kierując w stronę przedpokoju. - Przepraszam cię, lepiej już pójdę.
Jonathan natychmiast poszedł za nią. Chwycił dziewczynę za przedramię i obrócił do siebie.
- Czemu idziesz? - spytał, kiedy ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Wpatrywał się w nią jak w obrazek, jednak ona po kilku chwilach odwróciła wzrok.
- Późno już. Nie powinnam w ogóle zostawać u ciebie na noc. To niestosowne. Znamy się bardzo krótki czas. - stwierdziła poważnym, lecz trzęsącym się głosem Julia.
- Ty znowu o tym? Za kogo ty mnie masz? Przecież ci nic nie zrobię, a ty wyglądasz, jakbyś się mnie bała.
Julia ucichła i popatrzała na niego.
- Nie dokończyłaś oglądać filmu, bo zasnęłaś. - powiedział po kilku sekundach. - Chciałabyś dokończyć?
- No... Ok. - przytaknęła po zamyśleniu. Stwierdziła, że Jonathan ma rację. Ona za bardzo się go boi, a widać, że on nie ma złych intencji. Obdarzyła więc go krótkim, ale szczerym uśmiechem i usiadła ponownie na rogówce przyglądając się Jonathanowi, który ponownie załączał film.
Dwa.
Godzina 8.39. Julia przetarła oczy i odgarnęła swoje długie włosy z twarzy. Zorientowała się, że reszta herbaty, która znajdowała się w szklance, wylała się na jej bluzkę, tworząc plamę, która jeszcze do końca nie wyschnęła.
- Cholera! - prędko wstała z kanapy, starając się nie nadepnąć na śpiącego koło niej psa. Nieogarniętym, zmęczonym krokiem, zmierzała w stronę łazienki. Odkręcając zimną wodę, przejżała się w lustrze.
- O Boże.. Julia, jak ty wyglądasz?.. - powiedziała do swojego odbicia. Zmoczyła ręce i opłukała twarz. Gdy skończyła, chwyciła za ręcznik i wychodząc z łazienki, usłyszała, jak Olly piszczy pod drzwiami wejściowymi. Otarła do porządku buzię, rzuciła ręcznik na krzesło i podbiegła do wejścia. Trochę uchyliła drzwi, aby zobaczyć, kto przyszedł.
- Dzień dobry. - ujrzała listonosza z kilkoma kopertami w ręce.
- Dzień dobry.
- Pani Julia Brosnowska?
- Tak, zgadza się.
- Proszę tu podpisać. - listonosz podał jej kartkę i pokazał miejsce, w którym ma złożyć podpis. - Polka? - spytał, kiedy jeździła piórem po papierku.
- Tak. - odpowiedziała, uśmiechając się do mężczyzny.
- Mój ojciec urodził się w Polsce. - powiedział, przyglądając się ruchom dłoni Julii. Ona tylko się uśmiechnęła i oddała kartkę listonoszowi, a w tym samym czasie, on podał jej koperty.
- Do widzenia. Milego dnia. - stale uśmiechał się miły pan z torbą.
- Wzajemnie. Do widzenia. - Julia zamknęła drzwi i poszła do kuchni. Usiadła wygodnie na taborecie, wyciągając mały nożyk z szuflady. Po kolei rozcięła koperty. Były trzy. Pierwsza była od wujka, mieszkającego miasto obok, lecz który wyjechał na miesiąc do Polski. Wysłał list:
"Witaj, droga Julio. Piszę ci list, ponieważ jestem w Polsce, nie mam jeszcze telefonu, a nie znam na pamięć twojego numeru. Chciałem cię powiadomić, że jestem w stanie zatrudnić cię w moim sklepie jako sprzedawczynię. Moja była pracownica znalazła ofertę lepszej pracy i się zwolniła, także spokojnie możesz pracować. Wracam za dwa tygodnie. Teraz to juz pewnie będzie za kilka dni, bo trzeba wziąć pod uwagę czas, w jaki wysyłano ten list. Możesz się przygotować na moje odwiedziny. Powiadomię cię jeszcze telefonicznie, kiedy będę miał zamiar do ciebie wstąpić. Wracając do tematu pracy, będziesz pracować w poniedziałki, wtorki, czwartki, piątki i soboty od 9.00 do 17.00 z godzinną przerwą od 13.00 do 14.00. Chcę płacić ci więcej, niż innym pracownikom, ponieważ wiem, w jakiej sytuacji jesteś, a ty wiesz przecież, że ja zawsze jestem w stanie ci pomóc. Pieniądze mam, także nie ma problemu. Mam nadzieję, że ucieszyłem cię tą ofertą. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Wujek Henryk".
- JEEEEEEEEEEEEST! - krzyknęła na całe gardło dziewczyna, kończąc czytać list, w którym zawarta była wspaniała wiadomość. Olly tak się wystraszył, że zaczął szczekać i biegać od drzwi wejściowych do kuchni i z powrotem.
- Ale to pewnie nie dosyć wiadomości na dzisiaj. - pomyślała Julia i wzięła następną kopertę do ręki. - Rachunki. Znowu rachunki. Tylko wydawać i wydawać. - odłożyła rachunki na bok i wzięła ostatnią kopertę.
"Korn. Bilet na koncert. Start: 26 marzec 1998r. godzina 21.00. Stadion Miejski, Chicago"
- Bilet na Korn?! - zdziwiona patrzała na kawałek kartki i nie wierzyła w to co czyta. Do tego była dołączona jeszcze jedna kartka.
"Idziesz ze mną! I nie ma, że nie idziesz, bo idziesz! Szykuj się,
bo to za półtora miesiąca już! Scarlett."
- O mój Boże. Czy to jest jakiś żart? No dobra.. Bardzo się cieszę, że pójdę, ale Jonathan... Jak do tego czasu się coś wydarzy.. Dobrego, czy złego.. To może wpłynąć na moją chęć pójścia tam. A przecież nie mogę zawieźć Scarlett. A po drugie, nie chcę, żeby ona o tym wiedziała. Przynajmniej teraz nie chcę. - myślała pogubiona Julia, po czym odłożyła bilet z kartką na stolik i przytuliła się do Olly'ego.
***
NAZAJUTRZ
- Tak? - odezwała się Julia do słuchawki, kiedy przyłożyła ją do ucha.
- Julia? - zapytał znajomy głos. - To ja, Jonathan. - W tym momencie, dziewczynę przeszył dreszcz na całym ciele. Jonathan Davis. Kto by pomyślał? Julia w ogóle nie spodzniewała się takiego spotkania. Mieszka w najnudniejszej dzielnicy Chicago. W ciągu tych pięciu lat, od kiedy się wprowadziła, nie zobaczyła jeszcze ani jednej znanej osoby.
- Tak, to ja. Cześć. - przywitała się dosyć poważnym głosem.
- Spotkajmy się. - rzucił prosto z mostu, jak gdyby nigdy nic.
- Teraz?
- Nie teraz, ale dzisiaj. Może być o 15.00? Przyjdę po ciebie. - zaproponował. Dziewczyna nie była pewna. Jeśli chce po nią przyjść, to musi znać jej adres. Ale czy ona naprawdę chciała mu go dawać?
- Jon, znamy się zaledwie trzy dni. Nie wiem, czy mogę powidzieć ci, gdzie mieszkam.
Jonathan zaśmiał się.
- Julia, spokojnie. Nie jestem żadnym zboczeńcem, nie będę cię śledził, czy porywał. Po prostu polubiłem cię i chciałbym się spotkać. Czy to złe, że ludzie chcą zawierać nowe znajomości?
Polka pomyślała przez chwilę. W sumie co w tym złego? Mówi poważnie, z tego co słyszała.
- Dobrze. - powiedziała zdecydowanie dziewczyna i podała mu adres.
- Dzięki. To będę o 15.00. Do zobaczenia.
- Cześć. - Julia odłożyła słuchawkę. Odwróciła się do swojego psa i zaczęła do niego mówić, jakby wszystko rozumiał. A skąd wiadomo? Może rozumie? Psy przecież są mądre.
- Dobra, Olly, ja się idę ubierać, ty zaczekaj i idziemy do weterynarza. Kolejny zastrzyk cię czeka. - pogłaskała go i poszła do swojego pokoju. Stanęła przy szafie, wyjęła z niej kilka rzeczy i pobiegła do łazienki. Po chwili była już gotowa i stała przy drzwiach.
- Olly! Choć, pieseczku. - zawołała i w mgnieniu oka pies miał już na sobie kaganiec i smycz. Wyszli.
Jeden.
Julia. Normalna, dzwudziesto-dwuletnia dziewczyna mieszkająca na obrzeżach Chicago. Wydawać by się mogło, że na prawdę normalna. Cóż, pod względem wyglądu, zachowania, stanu fizycznego - tak. Ale od reszty ludzi odróżniała się tym, że rozpoznawano ją nawet w największej dziurze w mieście. Jonathan Davis. Oto sekret tej całej nienormalności Julii. Oboje przeszli długą drogę, aby teraz mogli się nazwać parą. W szczególności Julia. Z początku wystraszona, ale z czasem zaczęła odwzajemniać to, co czuł do niej Jonathan. Odbyli podróż przez ścieżkę zrozumienia, drogę zaufania i szczerości, ruchliwą ulicę wierności, aby wejść w zaułek zwany prawdziwą miłością. A z niego nie można już wyjść. Teraz oboje wiedzą, że czekali właśnie nie siebie. Mitologia grecka mówi, że początkowo Zeus stworzył dziwne stworzenia. Miały one po dwie głowy, dwie pary rąk i nóg. Jednak rozdzielił ich na wszystkie strony świata. Celem ich życia było wtedy znalezienie swojej drugiej połówki, a do każdej pasowała tylko jedna. Tak mamy do dzisiaj. Jesteśmy jak puzzle, albo pantofelek Kopciuszka. Każdy ma w swoim życiu tylko jedną prawdziwą miłość.
Może jak to było od początku? Jak się poznali? No a więc stało się to pewnego zwykłego dnia, o zwykłej porze, w zwykłym miejscu. Było dosyć późno, ciemno, a Julia plątała się sama po mieście, szukając pracy. Wchodziła prawie do wszystkich sklepów napotkanych po drodze pytając się, czy nie potrzebują ekspedientki, lub po prostu pomocy na magazynie. Szła właśnie wzdłuż jakiejś głównej ulicy. Rozglądając się za kolejnymi sklepami, przypadkowo zobaczyła, jak w oddali, do małego, prawie niewidocznego sklepu muzycznego wchodzi jakiś mężczyzna. Ukryty, bo na głowie miał kaptur, a na nosie okulary przeciwsłoneczne. A przecież było ciemno. Wyglądał zwyczajnie, a zwrócił uwagę dziewczyny nie on, ale ten ukryty sklep. "Taki mało widoczny.. Może potrzebują jakiejś reklamy, ulotek, czy czegokolwiek." myślała Julia. Skierowała krok w stronę owego niewielkiego budyneczku. Stojąc przed nim, podniosła wzrok na małą, ciemną tabliczkę z napisem "Stara nuta". To chyba miało znaczyć, że sprzedają tutaj starszą muzykę. Coś typu The Beatles, Europe, Modern Talking czy nawet początki Aerosmith, Bon Jovi, lub Metalliki. Dziewczyna chwyciła delikatnie swoją zimną dłonią za klamkę i weszła. Za drzwiami ledwo co zauważyła dwa schodki w dół.
- Nie mogli dać jakiegoś oznaczenia? - powiedziała cicho do siebie.
- Na drzwiach jest. - odezwał się głos zza jej pleców. Odwróciła się gwałtownie i ujrzała tego mężczyznę, którego widziała, kiedy wchodził do sklepu. Kaptur zwisał teraz swobodnie na jego plecach, ale okulary nadal widniały na nosie. Julia trzymając w dalszym ciągu drzwi, odchyliła je lekko, aby upewnić się, czy na zewnątrz na pewno jest jakaś tabliczka informująca o schodach. Pan w okularach miał rację. Zaraz obok klamki znajdowała się taka, a na dodatek była całkiem wyraźna. Julia zaśmiała się zakłopotana.
- Racja, nie zauważyłam jej... Pracuje tu ktoś? - zapytała po chwili, kiedy zobaczyła, że nikogo oprócz nich tam nie ma.
- Mój znajomy, ale najwyraźniej wyszedł. - odpowiedział, po czym zapadła grobowa cisza. - Panna wybaczy. Jonathan. - przedstawił się, zdejmując okulary. Chwycił jej dłoń i delikatnie uścisnął. Julia zapatrzona w znanego przez nią wokalistę, nie potrafiła wydusić z siebie słowa. - A co robi taka piękna dziewczyna tak późno sama w mieście? W dodatku strasznie zmarznięta. Przyszłaś tu coś kupić? - zapytał, od razu przechodząc na 'ty'. Podszedł do półki ze starymi kasetami i zaczął przeglądać.
- Ja... Jestem Julia. I szukam pracy. - szybko wybełkotała.
- Julia. Ładne imię. Masz je po kimś? - Jonathan próbował ciągnąć temat.
- Po matce chrzestnej. - Julia odpowiadała na każde jego pytanie, nadal zachwycona jego obecnością. Jon uśmiechnął się do niej i odszedł od półki.
- Usiądź. - wskazał na jedno z krzeseł stojące za ladą. Dziewczyna bez słowa wykonała polecenie. Obserwowała każdy jego ruch, każdy gest. Zobaczyła, że wyjmuje jakąś kasetę z pudełka i umieszcza w odtwarzaczu, po czym podchodzi do lady, za którą siedziała Julia. Z głośników zaczęła wydobywać się muzyka. Nie znała wykonawcy ani tytułu, ale piosenka bardzo jej się podobała. Była to jakaś ballada rockowa.
- Nie jest ci zimno? - zapytał Jonathan. Julia nic nie powiedziała. Spuściła tylko głowę, aby zerknąć na swoje ręce. Miała gęsią skórkę, ale nie wiadomo, czy z zimna, czy z powodu jego obecności. Nie zważając na przyczynę, Davis zdjął swoją kurtkę i nałożył na plecy dziewczyny, po czym usiadł koło niej.
- Powiedz mi.. Wiesz kto to śpiewa? - spojrzał jej w oczy.
- Nie za bardzo. Ale piosenka ładna.
Jonathan wstał, podszedł ponownie do półki i wziął z niej pudełko po kasecie, po czym wrócił na miejsce i podał je Julii.
- Guns N' Roses.. Znam ich kilka piosenek. Ale tej jeszcze nigdy nie słyszałam. - przyznała się. Spojrzała Jonathanowi w oczy. Patrzeli na siebie dłuższą chwile. W tle było słychać tylko kolejne słowa śpiewane przez Axla Rose'a w piosence 'Patience'.
- Dawno nie widziałem tutaj tak pięknej dziewczyny. - wyznał, patrząc w jej duże, ciemnozielone oczy. Julia odwróciła szybko wzrok i podniosła się, aby pożegnać się i wyjśc, ale Jonathan zatrzymał ją.
- Gdzie idziesz? - spytał.
- Późno już.
- Jest dopiero przed ósmą, a bardzo ciekawie mi się z tobą rozmawia.
- Ale ja naprawdę muszę.
- To daj mi chociaż jakiś namiar na ciebie. - poprosił po chwili i znowu spojrzał jej w oczy. Dziewczyna przełamała się. Wyciągnęła z torebki notes i pióro. Wyrwała jedną kartkę, napisała na niej kilka cyfr i wręczyła ją Jonathanowi. Ten uśmiechnął się tylko w podzięce i schował kartkę do kieszeni. Julia także się uśmiechnęła. Nie miała innego wyjścia. Uśmiech sam jej się pchał na twarz.
- Dobranoc. - usłyszała jeszcze, kiedy wychodziła ze sklepu.
- Dobranoc. - odpowiedziała, po czym opuściła budyneczek, zamykając za sobą drzwi.
Kiedy była już kilka ulic od sklepu, zdała sobie sprawę, że w dalszym ciągu ma na sobie jego kurtkę. Nie wiedząc co zrobić, zaczęła się zastanawiać. Przecież na pewno nie widzieli się ostatni raz, skoro chciał jej numer, to pewnie się jeszcze zobaczą. Poszła dalej, lecz w dalszym ciągu była niepewna. Czuła, że powinna odnieść tą kurtkę. Może jest w niej coś, czego on potrzebuje. Włożyła więc ręce do kieszeni i przeszukała, czy coś w nich jest. Okazało się, że bez potrzeby się stresowała. Kieszenie były całkiem puste. Z ulgą skierowała się ponownie w stronę domu.
***
- Cześć, skarbie. - Julia z czułością przywitała swojego pupila. To Olly, pies z rasy Husky. Julia wzięła go trzy lata temu ze schroniska dla zwierząt, kiedy był jeszcze szczeniaczkiem. Od tej pory to jej jedyny współlokator i zarazem najlepszy przyjaciel.
Pies uradowany powrotem swojej pani, zaczął merdać ogonem i przewracać się na plecy, żeby ta podrapała go po brzuchu. Julia popieściła psa, a potem usiadła na kanapie, by odpocząć. Wzięła ze stolika wczorajszą, niedoczytaną gazetę i herbatę, którą zostawiła tam przed wyjściem z domu. Oparła się wygodnie i zrelaksowała. Przerwał jej jednak dźwięk dzwoniącego telefonu. Od razu przypomniała sobie o numerze, który dała Jonathanowi w sklepie i pomyślała, że to może on. Trochę zestresowana Julia podeszła do białego telefonu i podniosła słuchawkę.
- Cześć, córeczko. - odezwał się głos matki dziewczyny. W tym momencie odetchnęła z ulgą, że to nie Jon, ale z drugiej strony oczekiwała, że będzie to właśnie on. Dziwnie jej było w takiej sytuacji. Niby fajnie, bo to wkońcu słynny Jonathan Davis, ale Julia miała wątpliwości. Może po prostu chce dwutygodniowego romansu. Tak dla zabawy. Na takich ludzi trzeba uważać, bo niektórym sława mąci w głowie. Julia przerażona całą sprawą chce trochę poczekać, trzymać go na dystans, aż zobaczy, o co tak naprawdę mu chodzi.
- Cześć, mamo. - odpowiedziała matce zmarnowanym głosem, chociaż próbowała wyrazić w nim chociaż odrobinę radości.
- Dlaczego masz taki smutny głos? - rodzicielka od razu zorientowała się, że coś nie tak.
- Nie, nic. Po prostu nie umiem znaleźć pracy.. Szukam już któryś dzień. Obeszłam połowę dzielnicy, a może nawet całą, chodząc po sklepach i pytając się o wolne stanowisko. I nic. - Julia na szybko wymyśliła problem. Ale czy napewno wymyśliła? Przecież była to prawda i w sumie też był to jakiś powód do zmartwień. Przecież pieniądze się kończą.
- Przykro mi... Ale napewno znajdziesz. Tobie zawsze się udaje. Przecież cię znam, w końcu jesteś moją córką. - pocieszyła ją matka.
- Dzięki za wiarę.. A dlaczego dzwonisz?
- Tak się spytać, co u ciebie. Byłaś z Ollym u weterynarza z tą łapką?
- Tak, byłam przedwczoraj. Wszystko dobrze, dostał zastrzyk i mam przyjść znowu pojutrze po następny. Wszystko będzie dobrze. - zapewniała Julia.
- Cieszę się.
- Mamo, muszę kończyć. Zadzwonię jutro.
- Dobrze, trzymaj się.
- Pa. - pożegnała się dziewczyna i odłożyła słuchawkę. Postała jeszcze chwilę przy komodzie, na której stał telefon i porozglądała się po pokoju. W oczy rzuciła się jej niewielka półeczka, na której znajdowało się kilka kaset. Julia nie miała ich dużo, ponieważ to kosztuje, a z pieniędzmi było kiepsko. Niektóre ma jeszcze z domu z Polski. Te, które kupiła jej mama, kiedy była młodsza. Były tam też dwie, które kupiła w ciągu tych pięciu lat, mieszkając w Chicago.
Podeszła do półeczki i nie zastanawiając się wzięła jedną z dwóch kaset Korna, które posiadała. Nosiły tytuły 'Korn' i 'Life is Peachy'. Tą pierwszą właśnie trzymała w ręce. Przyglądała się jej jakąś chwilę, po czym podeszła z nią do odtwarzacza i włączyła. Ponownie usiadła na kanapie, tym razem bez gazety, ze samą herbatą, i wsłuchiwała się w ciężką muzykę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)